NARODZINY HIPPISOWSKIEJ TOŻSAMOŚCI

Nie wszędzie mogłem być i nie wszystko widzieć, jednak żyło się w tamtym czasie, czuło się go i rozumiało. Dlatego piszę jak było. Przecież jestem dzieckiem epoki.

 

Wszystko zaczęło się jakby nagle, naraz, wszędzie i jednocześnie, samoczynnie i spontanicznie. Po prostu nadszedł  - 'duch czasu' – czas hippisów i się zaczęło. Zaczęło się dziać, w nas i między nami. Zaczęła się budzić nowa świadomość, głębsza i jakby poszerzona. Pamiętam euforię, jaka nam wtedy towarzyszyła i ten niezwykły entuzjazm i wiara. Ową atmosferę czuło się wszędzie, nawet w powietrzu niczym przyjemną woń.

Ależ to były klimaty, nastroje i tęsknoty. Wyobraźcie sobie kiedy gdzieś na ulicy zaczęliśmy się rozpoznawać i rozmawiać ze sobą tak, jakbyśmy znali się od zawsze. Niesamowitą radość dawała nam możliwość wzajemnego przebywania. Mogliśmy tak ze sobą siedzieć całymi godzinami, dniami, a nawet nocami.

 

Milimetr – hippisowski bard z Łukowa tak wyraził to w jednym ze swych muzycznych utworów:

 Zakwitły ptaki, zakwitły drzewa,

Zakwitły łąki, zakwitły nieba,

I pozsychana zakwitła ziemia,

Że tylko śpiewać, nic nie potrzeba.

Zakwitły ptaki, zakwitły łąki,

Zakwitły drzewa, zakwitły nieba,

I zatwardziałe zakwitły serca,

Że aż gitara kwitnie mi w rękach....

 

Zaś Jimi Hendrix w piosence 'Krzyk miłości' śpiewa:

Czy czujesz dziecino, jak wiatr wymiata stare,

Czy słyszysz dziecino jak nadchodzące pokolenie wydobywa się z dołu?

Wyjdź z grobu, wszyscy już tańczą na ulicach.

Zrób, co potrafisz, aby nie być niewolnikiem,

Potwierdź słowa czynem, gdyż nadszedł czas dla mnie i dla ciebie.

Stańmy obok siebie, stańmy razem.

Powiedziane jest: Siła jest w narodzie,

Powiedziane jest: Wolność dla każdego,

Krzyczmy o tym głośno, powtarzajmy to wszystkim.

Powtarzajmy to starym i młodym.

Kobieto, mężu, dziecko i żono.

Najlepszą z miłości jest miłość życia,

Najlepszą z wolności – iść prosto przed siebie.

 

Wszyscy, którzy tak czuliśmy zauważyliśmy, że jesteśmy inni, że jakoś odstajemy od reszty społeczeństwa, które nas nie rozumie, nazywa dziwakami i odnosi się wrogo. Próbowaliśmy z nimi rozmawiać, ale na próżno. Ratowaliśmy się ucieczką i alienację.

 

Milimetr tak to wyraził: „Nie da się ukryć, że byłem romantykiem. Szukałem poparcie, ale nie znajdowałem. Przeciwnie, doświadczałem tylko coraz więcej rozczarowań i żadnego przyznania mi racji. A ja, jak to się mówi – stawałem okoniem, broniąc się, jak tylko umiałem. Jednak miotany żalem i zmiennymi uczuciami zacząłem popadać w depresję. Ludzie z mojej mieściny zaczęli mnie wytykać. Odwracali się ode mnie znajomi. Jakoś nie wstydzili się ze mnie śmiać. A wszystko, dlatego, że naiwnie, jak dziecko otwierałem swe wnętrze przed nimi. Powoli czułem się jak wariat – uparty wariat, a przyroda stała się dla mnie jedynym azylem na tym świecie.

Nie macie pojęcia jak może czuć się człowiek, który wreszcie spotyka człowieka. Tak się czułem, gdy nie musiałem nic mówić. A wszystko, co słyszałem było tym najbardziej skrytym, wyśmianym, niezaakceptowanym. Nigdy tak jak wtedy nie czułem się blisko człowieka i to nie jednego, a stu! Tak, wyobraźcie sobie przez kilka lat sam, a tu sto osób. Nie mogłem uwierzyć, spadł ze mnie kamień nicości. I tak przeżyłem mój pierwszy zlot w Szprotawie."

 

W tym miejscu należy się czytelnikowi wyjaśnienie. Otóż Milimetr nie tylko nie należał do pierwszych hippisów, czy następnych, ale on jest już z drugiego pokolenia. Casus Milimetra winien służyć nam za klasyczny przykład samoczynnego stawania się hippisem bez naśladownictwa innych. Świadczy o tym i to, że wbrew twierdzeniom niektórych ze 'starej gwardii', uważających dzisiejszych młodych hippisów jedynie za epigonów - ślepych naśladowców przebrzmiałych idei - zdarzają się autentyczni hippisi. Raczej można by pokusić się o stwierdzenie, że narodziny hippisowskiego ruchu trwają nadal , są ponadczasowe.

 

I choć hippisowski ruch ma swoją historyczną chronologię, to przecież istotą jego jest przede wszystkim autentyczność. Czy ktoś jest hippisem czy nim nie jest nie mierzy się wiekiem, ani ilością zaliczonych zlotów, ale świadomością?

 

Czy ty jesteś świadomy swojej hippisowskiej tożsamości?