HISTORIA HIPPISÓW CHRZEŚCIJAŃSKICH

Geneza korzeni nurtu chrześcijańskiego w ruchu hippisowskim sięga samego źródła chrześcijaństwa, którym jest osoba Jezusa Chrystusa przedstawiona w Biblii. Przesłanie, jakie głoszą hippisi chrześcijańscy, jest na wskroś ewangeliczne.

Pewne prawdy w Kościele Chrześcijańskim na przestrzeni wieków pod wpływem ludzkich słabości zostały zatarte. Wówczas w Kościele zaczęły pojawiać się ruchy odnowicielskie, które starały się przywrócić ewangeliczne piękno.

 

Za prekursorów chrześcijańskich hippisów należy uznać hutteriańskie pacyfistyczne wspólnoty chrześcijańskie, które pojawiły się w środkowej Europie na terenie Tyrolu, Moraw i Ukrainy w XVI-XVII wieku, skąd w 1870 roku wyemigrowały do Stanów Zjednoczonych Ameryki i osiedliły się w Dakocie północnej.

Również do prekursorów hippisów chrześcijańskich należy zaliczyć pacyfistyczne ruchy religijne menonitów i amiszów tworzących zbory zwane Wolnymi Kościołami. Ruchy te, podobnie jak hutterianie, powstały w XVI wieku i rozwijały się w wiekach następnych na terenie Holandii, Szwajcarii a także w Polsce, na Żuławach, a po rozbiorach Polski, także w Rosji, skąd w XVIII wieku przenieśli się do USA. Osiedlili się tam w Nowym Jorku, w Illinois, w Indiana, Iowa, Missouri, Ohio, Pensylwanii itd.

 

W różnych opracowaniach książkowych, na temat ruchu hippisów, jakie do tej pory ukazały się w Polsce, obecność w nim nurtu chrześcijańskiego była skrzętnie przemilczana. Pominięto w nich nawet utopijne komuny religijne diggersów w XVII-wiecznej Anglii, których mutacje rozkwitły w Ameryce. Diggersi (kopacze) swą nazwę zawdzięczają temu, że sami ręcznie, bez użycia zwierząt, na które notabene nie było ich stać – uprawiali użytki rolne.

 

 

Tak, Amerykę tworzyły wspólnoty religijne i ten duch jest nadal żywy i to właśnie na tym chrześcijańskim podglebiu kiełkowały komuny hippisowskie.

 

W hrabstwie Posey w stanie Indiana nad brzegiem rzeki Wabash leży ciche małe miasteczko, Nowa Harmonia. Ot, mieścina, jakich wiele w Ameryce. Mieszkańcy chwalą swój spokój i błogostan prowincji, jednak noszą się z dumą i godnością. Bo wśród malutkich mieścin, Nowa Harmonia należy do atrakcji. Zapisała się na trwałe w historii. Była miejscem niezwykłych pomysłów, to tu rodziła się pierwsza komuna religijna.

 

Miasteczko New Harmony stanowi wielką niespodziankę dla tych wszystkich, co wierzą, że pomysły tworzenia komun społecznych pojawiły się w Ameryce dopiero w latach 60-tych ubiegłego wieku, wraz z pokoleniem dzieci-kwiatów, hippisów oraz festiwalu w Woodstock.

 

Nowa Harmonia została założona w 1814 roku. Osiedlili się tu ludzie zgrupowani w religijnej wspólnocie chrześcijańskiej wokół lidera Johanna Georga Rappa. Zabrali się do pracy. Harowali w pocie czoła, karczując lasy, osuszając bagna, uprawiając rolę i zakładając winnice.

 

W 1824 roku Nową Harmonię przejął inny prorok i wielki wizjoner, Robert Owen. Postanowił, aby miasto było wolne od zła wyzysku, nędzy i konkurencji. Współtwórca tej utopijnej komuny – miasteczka, Josiaha Werrner wprowadził lokalną walutę „banknoty pracy". Innym interesującym jego pomysłem był „sklep czasowy", które zostały urzeczywistnione i funkcjonowały przez kilka lat.

Idealne miasteczko rozkwitało, bo w tutejszych sklepach i obrotach handlowych akceptowano tylko walutę lokalną. Nową Harmonię zaczęto w Ameryce nazywać Edenem na Dzikim Zachodzie.

Nowa Harmonia zyskała rozgłos w całych stanach. Nic dziwnego, że zaczęli ściągać tu różnej maści dziwacy outsiderzy, nawiedzeni romantycy. Niestety pojawili się też cwaniacy, ludzie ideowo obcy, którzy ten, jakby się chciało powiedzieć, „Hippisowski Eden" doprowadzili do upadku.

Ku pocieszeniu należy jednak dodać, że znaleźli się liczni naśladowcy, którzy zaczęli zakładać podobne komuny.

 

Amerykańskie wspólnoty religijne zakładali najczęściej charyzmatyczni przywódcy; ich wizje nowych ustrojów społecznych oparte były na ideach chrześcijaństwa. Komuny te, podobnie jak oazy hippisów chrześcijańskich, okazują się być atrakcyjne, nie dlatego, że rozwiązują społeczne, a często i ekonomiczne problemy, ale przede wszystkim rozwiązują problemy psychologiczne i moralne, obiecują likwidację samotności, sztuczności, obłudy, anonimowości, alienacji, nieautentyczności w relacjach międzyludzkich.

Ludzie są 'razem', gdy przeżywają te same sprawy w ten sam sposób.

 

Co z dziedzictwa utopistów w New Harmony pozostało do dziś? Poza kilkudziesięcioma budynkami niewiele. Dawnych klimatów i duchowości można doszukać się jeszcze, spacerując przez parki, ogrody, labirynty kwiatów i krzewów. W starym, pozbawionym dachu kościele, jedynym prawdziwym sklepieniem obejmującym wierzącą ludzkość może być tylko gwieździste niebo.

I można tylko westchnąć, że kiedyś służył do gorliwych nabożeństw, jak również ekscytujących dysput religijnych. Teraz odbywają się w nim mocno zlaicyzowane ceremonie ślubne i inne uroczystości.

 

Dziś do New Harmony tłumnie ściągają hippisi, którzy miejsce to uważają za kultowe.

 

Ogromny wpływ na powstanie nurtu hippisów chrześcijańskich wywarło przebudzenie zielonoświątkowe. Jesienią 1900 roku w Topeka w stanie Kansas otwarto Szkołę Biblijną Bethel.

 

Założycielem jej był ewangelista metodystyczny z Ruchu Świętości (Holiness Movement). Charles Parham. Szkoła mieściła się w budynku „Stone's Folly". Na pierwszy turnus zapisało się około 40 studentów. W szkole tej korzystano tylko z jednej książki i była nią Biblia. Położono też nacisk na zbiorową modlitwę. Pewnego wieczoru, kiedy zgromadzili się na nabożeństwo wraz z ludźmi przybyłymi z zewnątrz, jakaś potężna moc duchowa wypełniła całą szkołę. Zgromadzeni zaczęli modlić się i prosić o to, aby mogli doświadczyć chrztu w Duchu Świętym tak, jak to się stało w Dniu Pięćdziesiątnicy. W trakcie modlitwy jedna ze studentek, Agnieszka Ozman poprosiła Ch. Parhama, aby położył swe ręce na jej głowie i modlił się z nią, aby mogła otrzymać chrzest w Duchu Świętym. Parham początkowo odmówił, potem się jednak zgodził. Gdy to uczynił, zstąpiła na nią chwała. Jej twarz i głowę zdawała się otaczać jakaś aura, ona zaś przemówiła obcymi językami.

Było to w dniu 31 grudnia 1900 roku o godzinie 19. Następnie inne osoby, nie wyłączając Ch. Parhama, doznało podobnych przeżyć w Szkole Biblijnej w Topeka.

 

Z tego duchowego doświadczenia zaczął się rodzić Kościół Zielonoświątkowy przez złośliwych nazywany „sektą". Następnym miastem, w którym spodobało się Bogu, aby chrześcijanie otrzymywali chrzest w Duchu Świętym było Los Angeles. Wynajęto tam dom przy Azusa Street numer 312, przystosowując go do zebrań. Była to stara stajnia towarzystwa wynajmu koni, w której było pełno różnych rupieci. To właśnie w tym miejscu owa „sekta" przekształciła się w ruch międzynarodowy i międzywyznaniowy, który miał opasać glob ziemski w 50 lat później. Budynek ten przez długi czas pozostawał opuszczony, widocznie czekał na swój czas w 1906 roku. Jeszcze dziś niektórym Kościół Zielonoświątkowy kojarzy się z sekciarstwem, chociaż chrześcijaństwo wyrzekło się takiej terminologii. Nic dziwnego, że grupy chrześcijan, które powołują się na powtórne zesłanie Ducha Świętego, przeżywają swoje nowe zielone świątki, oświadczając, że otrzymali chrzest w Duchu Świętym i jak w Wieczerniku, mówią językami, prorokują jak pierwsi chrześcijanie.

 

Od 1953 roku ruch zielonoświątkowy rozprzestrzenił się wewnątrz Kościołów episkopalnych, luterańskich, prezbiteriańskich, baptystycznych, a od 1967 roku także w Kościele rzymskokatolickim.

 

Nazwa „zielonoświątkowi katolicy" nie spodobała się hierarchii i po pewnym czasie zmienili ją na ruch charyzmatyczny, jednak ta nazwa również jeszcze ich drażniła, wobec czego ostatecznie ruch katolickich zielonoświątkowców nazwali odnową w Duchu Świętym.

 

Poza przełamywaniem barier środowiskowych, socjologicznych, rasowych, wyznaniowych, między klerem i tzw. „świeckimi", ruch zielonoświątkowy charakteryzuje się przede wszystkim burzeniem barier zwyczajowych, mentalnościowych, „duchowościowych" w Kościele i w społeczeństwie.

 

A oto fakty i daty:

 

1960-1964 – w Kalifornii pojawili się beatnicy, których mistrzami i inspiratorami byli: Allen Ginsberg, William Burroughs, Jack Keroac, Aldonus Huxley...

1963 – publikacja książki Krzyż i Sztylet, zielonoświątkowego pastora, Davida Wilkersona

Styczeń, 1966 – pierwsze wspólnoty hippisowskie w San Francisco.

Jesień, 1966 – początki katolickiego ruchu zielonoświątkowego w Pittsburghu, w stanie Ohio; eskalacja wojny wietnamskiej.

Lato, 1967 – hippisi - Dzieci Kwiaty, stają się zjawiskiem ogólnonarodowym. Ośrodkiem pozostaje San Francisco.

Jesień, 1967 – hippisi chrześcijańscy tworzą odrębne wspólnoty – oazy.

1967-1968 – rozwój katolickiego ruchu zielonoświątkowego, którego siedzibą jest Uniwersytet Notre Dame w stanie Indiana. Początek ruchu ekologicznego wśród młodzieży.

1968 – czarny rok w Stanach Zjednoczonych, zabójstwo M.L. Kinga i Roberta Kenedy'ego. Zamieszki na tle rasowym. Opór młodych ludzi przeciwko poborowi na wojnę wietnamską, załamanie cywilizacyjne. Hippisi chrześcijańscy protestują pod hasłem „Czy Jezus przyjąłby kartę powołania do wojska?".

1968 – Komuny niechrześcijańskich hippisów ponoszą klęskę. Szanse przetrwania mają jedynie oazy hippisów chrześcijańskich.

 

Największe skupisko hippisów powstało w San Francisco wokół skrzyżowania ulic Haight-Ashbury, w której widzi się początek ruchu hippisowskiego. Nazwa hippisi pochodzi od skrótu nazwy osiedla zamieszkałego przez różnej maści outsiderów, romantyków, dziwaków, filozofów, mistyków, postrzeleńców, nawiedzonych i innych włóczęgów, którzy od 1964 roku osiedlili się w tej dzielnicy San Francisco. Pełna nazwa brzmi: Haight-Ashbury – Independend Proprietors, w skrócie HIP.

(Niezależni Gospodarze H-A), a jej mieszkańcy, hippisi.

 

Hippisi od samego początku byli ruchem światopoglądowo pluralistycznym. Normalnym jest, że nawet wśród hippisów ludzie są różni i że poszczególne jednostki dobierają do siebie osobowości, które im najbardziej odpowiadają. W ten sposób tworzą się różne grupy. Tak było i tam. Jedne były o zabarwieniu hinduistycznym, inne buddyjskim, inne ateistyczne. Nic dziwnego, że w chrześcijańskiej Ameryce, nie zabrakło wśród hippisów grup nazywających się Flower People, Jesus Freaks, którzy otwarcie przyznawali się do inspirowania się Ewangelią, życiem Jezusa oraz pierwszych chrześcijan. Ich manifesty przesiąknięte były licznymi cytatami z Biblii. Angażowali się w ewangelizację hippisów innych nurtów. Wielu z nich tworzyło grupy diggersów, którzy rozdawali ludziom w Haight-Ashbury darmowe jedzenie i leki. Tworzyli liczne wyrastające w owym czasie hippisowskie oazy zwane wolnymi kościołami, wywodzącymi się z tradycji protestanckiej. Spory udział w grupach hippisów chrześcijańskich przypada na katolickich zielonoświątkowców.

 

Prawdą jest niestety pomijaną w książkach o hippisach, jakie dotychczas ukazały się w Polsce, że od samego początku w ruchu hippisowskim w USA silny był nurt chrześcijański, który dał o sobie znać szerzej światu w okresie tzw. Rewolucji Jezusa.

Od początku także obecna była w ruchu polemika pomiędzy ideologią lansowaną przez T. Learego, A. Ginsberga, H. Marcuse, a wyznawcami i głosicielami prawdy o zbawieniu w Jezusie Chrystusie.

Hippisi chrześcijańscy tworzyli oazy (komuny) na wzór wspólnot pierwszych chrześcijan i starali się żyć w zgodzie z Bożymi przykazaniami odrzucając swobodę seksualną, ezoterykę, magię, okultyzm, czy narkotyki.

 

Dla hippisów nie do przyjęcia było chrześcijaństwo w wydaniu mieszczańskim, więc do przyjęcia było tylko chrześcijaństwo autentyczne, pierwotne. Złośliwi przezywali ich cudakami, postrzeleńcami, fanatykami, a w najlepszym wypadku szaleńcami Jezusa (Jesus Freaks). Większość z nich żyła w komunach (oazach), jak inni hippisi. Cudacy Jezusa tym różnili się od innych hippisów, że wyznawali COŚ, co prawie wszyscy pozostali odrzucali i do CZEGO odnosili się z pogardą.

 

Hippisi chrześcijańscy odwiedzali grupowo wiele kościołów w Berkely zarówno protestanckich jak i katolickich po to, by brać udział w nabożeństwach. Wychodzili z założenia, że jako chrześcijanie będą mile widziani. Jednak nie zawsze byli mile widziani, gdyż w umysłach wielu chrześcijan, chrześcijaństwo równa się mieszczaństwu. Mieszczańskim wartościom, ubiorowi i sposobowi życia.

 

Hippisów chrześcijańskich nazywano też ulicznymi chrześcijanami z racji na wykonywane przez nich liczne happeningi, a także uliczne muzykowanie i głoszenie Ewangelii. Pomimo, że nurt hippisów chrześcijańskich spośród innych nurtów wzrastał najszybciej, mimo to był ciągle ignorowany przez media. Media na siłę wylansowały przekonanie, że hippisami są jedynie ludzie rozwiąźli moralnie i narkomanie. Pomimo ich kłamstw nurt hippisów chrześcijańskich rozwijał się coraz bardziej, aż wreszcie doszedł do takich rozmiarów, kiedy media nie mogły udawać, że nadal nic nie widzą i że nic się nie dzieje. Wreszcie wszystkie najważniejsze czasopisma Stanów Zjednoczonych takie jak Life, Look, Newsweek, Time itd. zaczęły na pierwszych stronach podawać relacje z życia hippisów chrześcijańskich, a zjawisko to z racji na jego potężne rozmiary nazwali rewolucją Jezusa.

 

Zaistnienie hippisów chrześcijańskich na pierwszych stronach amerykańskich tygodników zmieniło wreszcie stosunek do nich większości drobnomieszczańskiego chrześcijaństwa, które zaczęło się opamiętywać. Przestali ich już przezywać Jesus Freaks, a zaczęli nazywać Jesus People, czyli ludźmi Jezusa, lub Ludem Jezusowym.

 

Teraz w Ameryce modne stało się noszenie długich włosów i hippisowskich wdzianek. Niebawem każdy młody człowiek, który miał włosy poniżej uszu i odrobinę chrześcijańskich przekonań, był uważany za hippisa chrześcijańskiego.

Przypomnijmy, że pierwszą reakcją większości kościołów na najwcześniejsze kontakty z hippisami chrześcijańskimi było zgorszenie, oburzenie i protest. Ich członkowie wcale nie mieli zamiaru wpuszczać gromady wstrętnych hippisów do swoich kościołów! Niektórzy z nich zaczęli się jednak opamiętywać, kiedy zorientowali się, że ci młodzi ludzie są rzeczywiście oddani Chrystusowi.

Wówczas zaczęli myśleć, jak by wykorzystać ich młodzieńczy potencjał do przyciągania młodych ludzi do swoich kościołów szczególnie dlatego, że one same ustawicznie traciły ich tak wielu.

 

Studenci z różnych chrześcijańskich organizacji zaczęli stroić się w hippisowskie piórka i udawać hippisów. W ten sposób niczym koń trojański „zapisywali się" do ruchu hippisów i oczywiście zaraz zaczęli uważać się za przedstawicieli hippisów chrześcijańskich. Studenci chcieli przede wszystkim zdobywać wiele dusz dla Chrystusa, szczególnie tych zagubionych, spośród nurtów niechrześcijańskich. W praktyce oznaczało to zdobywanie ich dla mieszczańskiego chrześcijaństwa.

 

Kiedy studenckie organizacje chrześcijańskie, szereg lokalnych zborów i niektóre inne ośrodki religijne, zaczęły na szeroką skalę współdziałać z hippisami chrześcijańskimi. Wkrótce zdominowali hippisów chrześcijańskich samą swą liczebną siłą i sprawili, że nurt hippisów chrześcijańskich stał się ich własnością. Odtąd główny trzon w nim stanowili właśnie oni. W ten sposób zawłaszczyli go i zmienili na swoją modłę czyniąc z niego odrębny ruch, zamieniając jego teologię swoją własną.

 

Gdy hippisi chrześcijańscy zostali odcięci od swoich korzeni w kontrkulturze, stali się częścią kultury, którą odrzucali. Ostatecznie pozostałość pierwotnego nurtu hippisów chrześcijańskich nie poddała się nowym tendencjom, albo odsunęła się tak całkowicie, że praktycznie znalazła się w zupełnej izolacji. Wielu wycofywało się ze społeczeństwa.

  Rozczarowane grupy i jednostki opuszczały rejon zatoki San Francisco, aby zakładać wiejskie wspólnoty. Inni rozpraszali się, migrując w różne strony świata.

 

Na kanwie nurtu hippisów chrześcijańskich powstała Rock Opera Jesus Christ Superstar, choć oczywiście zrobili to ludzie niezwiązani z nimi. Powstały też inne dzieła muzyczne, jak gospel czy piosenka „Droga do Woodstock". Polski reżyser, Andrzej Wajda zrealizował film dla drugiego programu telewizji zachodnioniemieckiej pt. „Piłat i inni", opartej na motywach książki Michała Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata". Film ten wyraźnie był ukłonem w stronę hippisów chrześcijańskich.