Hippisowskie idee

Wolność jest sprawą indywidualną. Można osiągnąć ją tu i teraz. Chodzi tu o wewnętrzną wolność – Wolność Ducha. Jak mówi Pismo:, Bo gdzie jest Duch Pański, tam wolność. /2 Kor 3,17/

W świecie kupuje się i sprzedaje. U nas daje się i bierze. Tak bowiem funkcjonuje Królestwo Boże na ziemi. Odrzucamy bariery, jakie dzielą ludzi takie, jak: wykształcenie, tytuły, posiadanie dóbr materialnych , status społeczny, kolor skóry, wiek, itp. Ludzi kochamy nie za to kim kto jest , ale za to, że jest. Nie robimy różnicy między milionerem a żebrakiem, między profesorem a sprzątaczką. Natomiast zwracamy uwagę na to, czy ktoś jest uczciwy, czy zakłamany, obłudny i nieszczery.

Jezus nakazuje miłować nawet nieprzyjaciół. Nie znaczy to jednak, że mamy ich przyjmować na członków naszych wspólnot. Biblia ostrzega abyśmy z niewierzącymi nie wprzęgali się w jedno jarzmo /2 Kor 6,14/, bowiem tacy ludzie powodują destrukcję, niszczą oazę od wewnątrz. Biblia mówi, aby obłudnych, którzy uważają się za chrześcijan a nimi nie są usuwać ze wspólnoty.

Odrzucamy rewanż, jako zasadę. W naszej społeczności prezenty nie zobowiązują do rewanżu. Rewanż w zasadzie jest czymś brzydkim. Wdzięczność tak, jak najbardziej, ale prezent nie może zniewalać, nie może czynić z kogoś dłużnika. Nie należy dawać po to, by spodziewać się odpłaty. Niech lewa twoja ręka nie widzi tego, co daje prawa. Prezent nie może być przedmiotem wymówek. Ten, kto ma, może i chce – ten daje. Ten, kto niema i tylko bierze, też daje – tylko, że inaczej. Gdzie rządzi miłość, tam wszyscy obdarowują się nawzajem. Bowiem nie to się liczy, co ktoś daje z kieszeni, ale to, co daje z serca, choć pieniądze też można dawać również i z serca. Ale dla oszustów i cwaniaków nie ma miejsca we wspólnocie ludzi otwartych, bezbronnych i ufających, bo to byłoby tak, jakby kunę czy lisa wpuścić do kurnika.

Mamy być wolni od robienia tego, co wypada robić bądź nie wypada, byleby to było zgodne z naszym sumieniem. Powinniśmy zwracać uwagę na to, by postępując w ten sposób być dla innych czytelnymi.

Na pewno inaczej zachowujemy się wobec ludzi z zewnątrz, niezorientowanych, a inaczej wobec tych, którzy nas znają, co do których mamy zaufanie. Zawsze winniśmy być komunikatywni. W ten sposób unikać będziemy nieporozumień.

Zaufanie z przyjaciółmi daje nam niezwykłe poczucie bezpieczeństwa. Zdejmujemy maski. Nie musimy grać, udawać. Na tym właśnie polega psychodelizm.

Słowo ‘psychodelizm ‘ wywodzi się z dwóch greckich słów: psyche i delia. ‘Psyche’, znaczy dusza. Natomiast ‘delia’ – znaczy odkrywać coś, odsłaniać, obnażać.

Psychodelia znaczy dosłownie: obnażenie duszy. Podobnie, jak polskie słowo ‘przyjaźń’ znaczy – być PRZY JAŹNI drugiego człowieka. Przyjaźń oznacza głębokie i bardzo bliskie relacje międzyludzkie. Taka przyjaźń nazywa się miłością uczynną, co wyraża greckie słowo ‘agapa’. Przyjaźń pozwala być wolnym. Wolność ta nie oznacza, że wolno poruszać się po niewłaściwym pasie jezdni.

Hippisi często popełniają błąd, polegający na tym, że wobec hippisopodobnych są tak samo spolegliwi jak wobec siebie. Ponieważ hippisów cechuje łatwowierność, dlatego nie przychodzi żadnemu z nich do głowy, by cokolwiek sprawdzać. Mówią tak, jak myślą. Nie asekurują się. Nie obawiają się, że ktoś może ich opacznie zrozumieć. Są szczerzy jak dzieci, nieraz aż do bólu. Wynika to z ich zaufania. Jeśli ktoś czegoś nie rozumie, lub widzi w tym wieloznaczność, to pyta wprost. Nikt się za to nie obraża, ponieważ takie pytania wśród hippisów nie wzbudzają podejrzeń, a co za tym idzie – złych emocji. Ufamy, że kłamstwo wcześniej czy później zawsze wyjdzie na wierzch.

Alienujemy się, tj. uciekamy od ludzi złych, na ile to możliwe, tworząc własne społeczności typu; oazy, wspólnoty, komuny. Nie chcemy mieć pośród siebie tych, którzy mogliby z nas szydzić, wyśmiewać się, przed którymi musielibyśmy się bronić. Chcemy być razem po to, aby się wzajemnie wzmacniać i budować, zamiast tracić energię na walkę, przekonywania, irytację. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy inni i że nasz sposób życia i bycia, nasza ceremonialność, obrzędowość i psychodelizm może innych drażnić, dlatego wolimy schodzić im z drogi, obchodzić ich z daleka. Pragniemy żyć w pokoju i w spokoju.

 

 

Autentycznych hippisów śmiało można porównać do Małego Księcia (Antone De Saint –

Szyszkin-Utro v sosnovom lesu

Exupery). Jesteśmy dużymi dziećmi . Lubimy się bawić, ale bardzo źle znosimy rozrywkę.

Najtrafniej wyraził to Edward Stachura, pisząc:

„Rozrywka oczywiście nie jest zabawą,

rozrywka jest zagłuszanie się, jest ucieczką od powagi,

jest niepowagą. Zabawa oczywiście nie jest rozrywką. Zabawa jest postacią bycia. Kto umie

być, umie też się bawić i nie ma w tym cienia niepowagi i jest to piękne, jak baraszkujące niedźwiadki. Kto nie umie być – nie umie też się bawić. On to nazywa zabawą i udaje, że bawi się. Mówi o tym, wmawia to sobie i drugim, zapewnia siebie i drugich, że świetnie bawi się: „Ach, fajnie jest, no nie?” Ale naprawdę nie bawi się. On rozrywa się. W przenośni i dosłownie. W czasie tzw. pokoju i na wojnie. Zaprawdę rozerwiecie się wzajemnie, i to nie trochę, lecz na strzępy, na atomy, na neutrony. Ale to was nie obudzi z martwoty, o! niepoważni.”

 

 

Kiedyś ks. M.Maliński napisał: PRZYJACIELU, PO COŚ PRZYSZEDŁ? /Mt 26,50/

„A tu chodzi o wierność. Bez niej nie ma życia – ani twojego życia, ani ludzi, z którymi idziesz. Bo ktoś na twoim słowie buduje. Na tym, któreś wtedy powiedział. Bo ktoś wziął poważnie to twoje spojrzenie pełne zachwytu. To twoje opiekuńcze zachowanie się. Ktoś liczy na ciebie. Zginęło nam to słowo – wierność. A bez niego nie ma życia, nie ma człowieka, nie ma chrześcijanina”.

Jeśli wśród ludzi deklarujących się jako hippisi nie mogę się czuć psychicznie i fizycznie bezpiecznie, to znaczy, że nie są to hippisi.

Pewien chłopak, któremu wydawało się, że jest hippisem zapytał innego: Jak czujesz się na zlotach jako dziennikarz? Na co ten mu odpowiedział: Bardzo mi się nie podoba, że w ten sposób jakby rozróżniamy się, że wiemy o tym, co kto robi, z czego żyje. To jest nieważne. To jest nieistotne. Uważam. Uważam, że takim najlepszym, najfajniejszym przykładem jest Apacz. Nikt nie wie, z czego on żyje. Jego to nie charakteryzuje. On jest po prostu hippisem. Zawodowym hippisem. Dla niego jest to cel życia i tak powinno być. Ja też bym wolał, żeby mnie postrzegano, jako włóczykija z Trójmiasta czy Gdańska, ale to, czy jestem dziennikarzem, czy sprzątam ulice, czy jestem murarzem, tynkarzem, czy gram na ulicy, to nie jest istotne. Ja ludzi w ten sposób nie postrzegam, jaki kto wykonuje zawód. I zawsze mi się to podobało, że w ruchu nie wyróżniamy. Choćby fajnie wiedzieć, co kto robi, jakie ma zainteresowania, ale to nie powinno być takim stygmatem, który człowieka charakteryzuje w 100%.

Co się tyczy sposobu ubierania, to w naszym środowisku może każdy nosić się tak, jak chce. Nikt z nas z tego powodu nie będzie naśmiewał się z drugiego, nie mówiąc o szydzeniu. W tym względzie panuje zasada, że ty jesteś w porządku i ja jestem w porządku.

Hippiso-podobni uważają , że sami hippisi nie powinni siebie nazywać hippisami. Otóż hippisi takiego poglądu nie podzielają, wręcz przeciwnie, uważamy, że ci, którzy nie chcą się ujawniać publicznie, deklarować się co do swojej tożsamości, nie są godni naszego zaufania. Wymyślili ten slogan tylko po to, by mogli podwójnie grać, w celach czysto asekuracyjnych, na użytek chwili, co w danej chwili się bardziej opłaca. Być hippisem, by coś przez to zyskać, czy nie być nim, żeby nie dostać po zębach. Ot, takie kłanianie się okolicznościom. Jest to niewątpliwie wygodne, ale obrzydliwe.

Hippisopodobni to ludzie udający tylko hippisów, którzy w Ruchu znaleźli się tylko przypadkowo, np. Kora. Na zadane jej pytanie: Koro, jak to się stało, że byłaś jedną z pierwszych polskich hippisek? Odpowiada: Jakoś tak się stało… będąc młodą dziewczyną, zainteresowałam się chłopakami, pewnie najpierw się zakochałam. Wiadomo, w kim… (śmiech) Przyjaźniłam się z śp. Galią. Razem napatoczyłyśmy się na tych gości, to był „Pies” i jeszcze taki chłopak, który nazywał się „Koń”. Potem był zlot. Okazało się, że oni byli hippisami. To nie było tak od początku hippisi, hippisi … to szło od drugiej strony, przez to, że najpierw zakochałam się pierwszą namiętną miłością, a potem weszłam w orbitę tego wszystkiego.

Identyczna sytuacja, jak z Klaudią – córką Wójta w serialu „Ranczo”, która barwy przynależności zmieniała w zależności od poglądów chłopaka, z którym aktualnie chodziła.

Pierwszą grupę hippisopodobnych stanowią przypadkowi małolaci i nastolatki. Widzi się ich najczęściej i najbardziej wpadają w oko. Są ekstrawagancko ubrani, najbardziej prowokujący i natrętni. Pociąga ich wynikające z młodzieńczej przekory pragnienie podkreślenia wobec „starszych” własnej odrębności. Szokują swych rodziców i siebie nawzajem niezrównoważonymi wygłupami. Bywa, że taki hippisopodobny przesadzi i „ubaw” przerodzi się niepotrzebnie w młodzieńczą formę narkomanii, lub zakończy się w szpitalu psychiatrycznym. Ta grupa hippisopodobych daleka jest od poważnego traktowania założeń ideowych hippisów. Czasami nie mają w ogóle o nich pojęcia.

Do drugiej grupy hippisopodobnych można zaliczyć ćpunów. Hippisi są wobec nich dość tolerancyjni i wyrozumiali.

Do trzeciej kategorii hippisopodobnych należy zaliczyć ludzi mających problemy z głową. Opowiadających o swoich halunach i omamach. Środowisko hippisów stanowi dla nich azyl, ucieczkę przed szpitalem psychiatrycznym.

Do czwartej hippisopodobnych należy zaliczyć ludzi, nastawionych do wszystkich agresywnie. Są to zwykli kryminaliści. Do tej grupy należy zaliczyć bez wahania Charliego Mansona. W Polsce też niestety zdarzają się jego odpowiedniki.

Do piątej kategorii hippisopodobnych należałoby zaliczyć zwykłych, konwencjonalnych dorosłych, przebywających wśród hippisów z ciekawości, tak, po prostu dla frajdy, czy też dla łatwych i w miarę atrakcyjnych zdobyczy seksualnych.

Ogólnie ujmując do hippisopodobnych należą ludzie, do których nie przemawiają idee, a jedynie jakieś korzyści, typu rozrywka, zabicie nudy, czy chęć bycia „modnym”.

Natomiast, do jakiej kategorii należałoby zaliczyć „Młodzież” Różnych Dróg? Niektórzy nazywają ich Kościelnymi Hippisami. Ja uważam, że ta nazwa jest nieuprawniona, bo żeby nazywać się hippisami kościelnymi to wpierw należy być hippisami, a oni za takowych się – w większości - się nie uważają. Chyba nikt nie powie, że pani Małgorzata, oj przepraszam, pani mgr Małgorzata jest hippiską. Zresztą ona sama się za takową nie uważa. A takich pań jest tam więcej, poza tym są też punki i inni.

Hippisi odrzucają bariery wiekowe. Mogą należeć do nich zarówno młodzi, jak i starzy. Natomiast Młodzież Rożnych Dróg jest obliczona tylko na młodych, dlatego opiekuje się nimi biskup od dzieci, ks. bp Antoni Długosz. Obecność tam starych „zgredów” uważam za aberrację.

Uważam, że MRD należy nazywać tak, jak się sami nazywają, czyli „Młodzieżą” Różnych Dróg, a nie żadnymi hippisami dlatego, że Kościół do takiej formacji się nie przyznaje i należy to uszanować. Myślę, że mogłaby powstać grupa nazywająca się hippisami kościelnymi, ale musiałaby określić swoje idee, zasady i być uznana w tym przypadku przez władze Kościoła Rzymskokatolickiego, skoro na czele miałby stać ksiądz Andrzej Szpak.

A teraz wracamy do hippisów. Hippisi odrzucają status. Promują braterstwo zamiast dżungli i realizują je we wspólnotach, oazach, gdzie żyją bez fałszu, noszą ubiór, jaki im odpowiada, a nie mundur pracownika korporacji. Kariera jest im obojętna, tworzą pojęcie nie kariery. Wnoszą dobroć i świętość do zatęchłego społeczeństwa. To oni promują ideał człowieka wolnego, wyluzowanego, zamiast skrępowanego i „spiętego”, to oni zrozumieli, że dobrobyt nie może być celem życia. Miłość zastąpi wilcze prawa, a życie ludzkie odzyska sens. Styl, który fascynuje hippisów został uznany przez ludzi z zewnątrz za nieszkodliwą zabawę, jak dżinsy w kwiatki czy długie włosy, albo za beznadziejną wegetację w komunach, gdzie miłość zajęła miejsce pracy. Ktoś przecież musi leczyć chorych. Należy się zastanowić czy skutki pogardy dla pracy, a zwłaszcza dla produkcyjnej nie sprowadzi człowieka do bytu zwierzęcia. Czy pogarda dla państwa, które nie zawsze jest sojusznikiem klas wyzyskiwaczy, ale może także być i jest jedyną formą organizacji społeczeństwa.

Hippisi protestowali przeciwko temu, co wielu starszych uznawało za „święte”, przeciwko wszechwładnym pieniądzom i zniewalającym zaszczytom.

Dla hippisa nie do pogodzenia jest rola, którą narzuca mu społeczeństwo. Matka pragnie, aby jej syn wybił się w tym społeczeństwie, aby był na poziomie. Robiąc wybitną karierę może spodziewać się miłości od społeczeństwa – tylko za to – co osiągnął. Dla zwykłego społeczeństwa życie, to rozpaczliwy wyścig; pozostawać nawet krok w tyle oznacza rezygnować z nadziei na utrzymanie się. Każdy błąd może być fatalny. Trzeba ubierać się normalnie, przestrzegać reguł, zjednywać władzę, każde potknięcie jest nieodwracalne. Pod powierzchnią sukcesu otwiera się otchłań, w którą można i w której człowiek staje się niczym. Czasy niezależności jednostki minęły.

Sytuacja jest do zniesienia dopóki prawo ma charakter humanitarny. Ale co wtedy, gdy prawo staje się zdrajcą narodu. Wówczas jego działanie jest diaboliczne. W sposób diaboliczny prawo może nauczać, że to, co złe jest słuszne a fałsz jest prawdą. O wszystkim decyduje kto inny, a nie ty. Dla tyranii jednym z głównych celów szkoły jest indoktrynacja uczniów. Indoktrynacja nie jest tym samym, co nauczanie. Może przybierać różne formy. Może wprowadzać niewybredne zajęcia, pt. „Demokracja przeciw faszyzmowi”, nawet, jeśli ten przypadek nie ma miejsca.

Uwięzieni w swych maskach cierpią na niewysłowioną samotność. Kieruje nimi władza, stojąca ponad nimi i poza nimi. Nie tylko państwo i pracodawca, lecz także bezimienna władza, która mówi: „To trzeba robić tak.”

Hippisi zbuntowali się przeciwko wszelkim dobrom konsumpcyjnym. Bunt ich wydaje się być donkiszoterią. Hippisowska świadomość pojawia się z chwilą, gdy jednostka uwalnia się od automatycznego przyjmowania nakazów społeczeństwa i narzuconej przez nie fałszywej świadomości. Sens wyzwolenia polega na tym, że jednostka może od nowa tworzyć własną filozofię i własne wartości, własny styl życia i własną kulturę. Pierwszym przykazaniem jest: Nie czyń gwałtu wobec siebie samego. Wielu bezmyślnych odrzuca wszystko, co stare, dotychczasowe, bez rozróżniania dobra od zła i hurtem wprost owczym pędem przyjmuje wszystko, co im inżynieria społeczna podsunie (tv, media tabloidy).

Hippisi odrzucają rywalizację i konkurencję. Z tych powodów nie interesuje ich sport, gdzie ciągle są eliminacje, w których oczywiście eliminuje się słabszych. Hippisi nie konkurują z innymi w „prawdziwym życiu”. Nie oceniają innych pod kątem potencjalnych przeciwników. Świat jest dostatecznie duży dla wszystkich. W rezultacie nie słyszy się nigdy dyskredytujących uwag, uśmieszków i opinii, które są tak częste w środowiskach drobnomieszczańskich.

Hippis uważa: Ty jesteś w porządku i ja jestem w porządku. Np. uczeń, który pod jakimś względem zachowywał się dziwnie, był obiektem drwin przez wszystkie lata szkolne. Wśród hippisów nie prześladowano by go. Można by nawet usłyszeć, jak jakiś chłopiec z miłością mówi o swoim „dziwnym” przyjacielu. Zamiast nalegania, aby wszystkich mierzyć tą samą miarą, hippisi cenią to, co niepowtarzalne i różne w każdej osobowości. Nie ma presji, by każdy został naukowcem, chyba, że sam tego chce. Praca listonosza nie jest gorszym zajęciem niż inne. Nikt nikogo nie sądzi, to jest drugie przykazanie.

Hippisi odrzucają całą koncepcję doskonałości i zasług, które są tak zasadnicze w świadomości drobnomieszczańskiej. Hippisi nie chcą oceniać ludzi wg tych samych standardów i nie chcą ich klasyfikować i analizować. Każdy człowiek ma własną osobowość, której nie można porównać z osobowością innego człowieka. Ktoś może być wielkim myślicielem, lecz nie jest on „lepszy” niż ktokolwiek inny. Po prostu posiada swoją własną doskonałość na tym polu. Człowiek, który bardzo słabo myśli, może mimo to na swój sposób być pożyteczny.

Dlatego nie kładzie się nacisku na pochodzenie danej osoby, nie pyta o szkoły, w jakich się kształciła, czy o osiągnięcia. Uważa się to wszystko za rzeczy wtórne i woli się poznać człowieka bez upiększeń. Każdy ma prawo do własnej dumy i nikt nie powinien postępować służalczo, czuć się gorszym, lub pozwalać się traktować, jako coś gorszego.

Wszyscy hippisi należą do tej samej rodziny, bez względu na to, czy się znają czy nie. Wśród hippisów nie ma „twardych facetów”.

Czułem się samotny, dlatego przyszedłem, aby spotkać się z ludźmi. Hippisi uśmiechają się do siebie na ulicy, rodzaj ludzki odkrywa się na nowo, że ludzie są sobie nawzajem potrzebni. Coś z pozy czy dumy drobnomieszczańskiej, czyli coś z kompleksów pani Dulskiej powstrzymywałoby człowieka od tak szczerego „przyznawania się” do takiej „słabości”.

Hippis odrzuca bariery, które dzielą ludzi w świecie drobnomieszczańskim, takie, jak status społeczny, wykształcenie, tytuły, wiek, posiadanie dóbr materialnych, na rzecz ciepła kręgu przyjaciół, w którym ludzie podają sobie dłonie, są przyjaciółmi niezależnie od owych różnic. Te różnice się nie liczą. Tak jakby ich nie było. Liczy się tylko człowiek. W stosunkach osobistych najważniejsza jest uczciwość. Nieuczciwość w miłości, wykorzystanie innego człowieka – to najgorsze przestępstwo.

Bądź całkowicie uczciwy wobec innych. Nie posługuj się nikim, jako środkiem do celu. Zła jest zmiana siebie ze względu na kogoś innego. Zachowując swoją własną osobowość daje się innym najwięcej, daje się innym uczciwość. Hippisi odrzucają manipulowanie innymi, zmuszania ludzi do zrobienia czegokolwiek wbrew ich woli.

Hippisi odrzucają relacje bezosobowe. Nie uznają takiej sytuacji, w której można działać w sposób bezosobowy. Stosunek biznesmena do urzędnika, pasażera do konduktora, studenta do woźnego nie powinien być bezosobowy.

Hippisi widzą ze zdumiewającą jasnością, że społeczeństwo jest niesprawiedliwe wobec ludzi biednych, i że jest ono sztuczne, głęboko zakłamane i obłudne.

Jednym z darów młodości jest demaskowanie sztuczności i hipokryzji, dlatego rozmowa profesora z analfabetą może być wspaniała, jeśli obydwaj wewnętrznie są piękni i nie próbują jeden drugiego zdominować. Bałwanów mamy zarówno wykształconych, jak i niewykształconych.

Hippisi nie uznają żadnego narzuconego systemu. Chrześcijaństwo jest dla nich wyborem, a nie przymusem.

Hippisi bardzo niechętnie udają się do restauracji czy hotelu, gdzie istnieje „strój obowiązkowy” – oznacza to bowiem utratę pełni swej osobowości.

Wśród hippisów nie istnieje automatyczny szacunek, jakiego oczekuje dyrektor, gdy wchodzi do swojego klubu i odbiera uniżony ukłon woźnego, lecz ludzie mogą być szanowani po prostu dlatego, że są ludźmi. Uśmiech przeznaczony jest dla każdego, kto odpowie uśmiechem.

Hippisi uważają, że cele, takie, jak status, pozycja w hierarchii, zabezpieczenie, pieniądze, władza – nie muszą być same w sobie złe, są realne. Poznając kogoś, kto się wybił, można docenić ten fakt, ale nie może przez to zniewalać, dzielić, wartościować ludzi, bowiem również dobrze hippis nie musi nic wiedzieć o tytułach, pozycji i reputacji osoby, którą poznaje. Dla niego może to być zupełnie bez znaczenia. Hippisi nie muszą tego dostrzegać, jeśli ich to nie interesuje.

Zdarza się, że profesor poświęcił najlepszą część swojego życia, aby zgromadzić galerię tytułów, stopni, publikacji, opinii zawodowych, a student nawet tego nie dostrzega.

Dawna muzyka była w istocie intelektualna, zlokalizowana na umyśle, racjonalna. Muzyka hippisowska wstrząsa całym ciałem i przenika do głębi duszy.

Ludzie są „razem”, gdy przeżywają te same sprawy w ten sam sposób. Wielki tłum może być razem, np. na Marszu dla Jezusa lub na festiwalu rockowym. Mała grupa może odczuwać silne emocje słuchając „razem” płyty lub oglądając zachód słońca czy burzę. W tym celu schodzą się razem na spotkania oazowe, aby wspólnie czytać Biblię, rozważać Słowo Boże, dzielić się świadectwami i wspólnie spożywać agapę. Wtedy jedni drugich jeszcze bardziej poznają i powstają jeszcze silniejsze więzi, co daje wszystkim radość i szczęście. W oazach hippisi opatrują sobie nawzajem rany, które zadali im ludzie z zewnątrz. Tu wzajemnie się wzmacniają, nabierają sił, podejmują wspólne decyzje, snują plany itd.… W oazie ludzie rzeczywiście są „razem”, ich motywacje i siły twórcze rozwijają się, przekraczając daleko sumę tego, czego nie mogliby dokonać każdy z nich w pojedynkę. Wspólnota staje się „rozszerzoną rodziną”. Dla hippisów perspektywa życia z dala od przyjaciół jest pozbawiona sensu i jest nie do przyjęcia.

.

Nie chcemy nikogo drażnić swoim wyglądem, zwyczajami, sposobem bycia. Uważamy, że mamy prawo do własnej tożsamości. Nie chcemy nikomu niczego narzucać, ale też nie chcemy, aby inni narzucali nam szarzyznę, a że jesteśmy pacyfistami i nie stosujemy walki, przemocy, dlatego postanowiliśmy ratować się alienacją, ucieczką od szyderców i ludzi agresywnych. Stronimy od tych, których drażni nasza inność. Chcemy żyć w naszym wymarzonym świecie. Chcemy robić swoje w świecie, w którym nikt nie naśmiewa się z naszych „dziwactw”, w świecie, który my sami określamy. Dla mnie jest to świat hippisów chrześcijańskich. Dla innych mogą być to inne nurty hippisowskiego ruchu. Pewne rzeczy możemy robić razem, inne osobno, szanując się nawzajem.

.

Niezapomniany Henas śpiewał taką oto piosenkę:

Bo przecież niebo, niebo jest dla wszystkich

Bo przecież wiatr w gałęziach wszystkim gra

My chcemy kwiatów, kwiatów i wolności

Wolności od szarego dnia

.

Niekiedy mówi się o ceremonialności psychodelizmu, zestawiając ją z liturgią religijną. Pod to pojęcie zaszeregowuje się skłonność hippisów do wszelkiego rodzaju ozdób, krzyży, pacyfek, amuletów, koralików, niezwykłych strojów, kwiatów i klejnotów, także dla mężczyzn. Ma to być wyrazem ucieczki od szarego uniformizmu świata mieszczańskiego.

Ciekawe, że dziś, kiedy w świecie religijnym przewagę zaczyna zyskiwać raczej               tendencja do upraszczania ceremonii oraz stroju. Widzimy to, choćby na przykładzie spustoszenia, które dokonuje się w Kościele, po Vaticanum II, gdzie odziera się kościół z majestatu, splendoru i piękna - podczas, gdy wśród hippisowskiego psychodelizmu widzimy powrót do piękna. Hippisi jawią się jako romantycy XX wieku. Jest to świat zdecydowanie niezwykły w swej wrażliwości na piękno. Na poparcie rytualnego charakteru naszego ruchu można przytoczyć też rytualne tańce psychodelików.

W Psalmach widzimy, jak często taniec i pląsania miały charakter religijny. Wystarczy wspomnieć pląsającego króla Dawida przed Arką przymierza.

.

Zdarza się niekiedy, że na zlot przyjeżdżają po raz pierwszy młodzi hippisi ślicznie ubrani, a tu taki, co dopiero drugi raz przyjechał, zżyna starego hipa, śmiejąc się z nich, mówi do innych: Zobaczcie, jak oni poobwieszali się jak choinka. Natomiast, jak zobaczą starego hipa, ubranego ślicznie w hippisowskie wdzianka, wówczas na ten miły i sympatyczny widok zaczynają cmokać i udają, jakby mieli problem z wymową. Chcą coś jakby powiedzieć, ale się zacinają, nie wiedzą jak, po czym wykrztuszają, mówiąc: Ooooo!!! Widzimy „organizacyjny mundurek, hm… Po czym dopowiadają: No proszę, proszę, widzimy prawdziwego hippisa. A wszystko to – dla asekuracji - mówione jest niby żartem, niby serio. W taki oto sposób wraca do ruchu szarzyzna, która zżera psychodeliczne piękno, niczym złośliwy nowotwór.

.

Niestety, dziś wielu zachowuje się tak, jakby wstydzili się przyznać do tego, że są hippisami, dlatego w swoim słownictwie unikają słowa ‘hippisi’. Mówią o ruchu, o zlotach, ale, o jakim ruchu i jakich zlotach, nie wiadomo. W ten sposób wszystko się zamazuje i przestaje być jasne. Taka postawa niestety powoduje wypaczenie istoty hippisowskiego ruchu.

.

Dlatego hippisi – tak jak było na początku, powinni mieć swych nauczycieli. W Ameryce nazywano ich kapłanami, w Polsce prorokami, bądź STARSZYZNĄ. Nie chodzi tu o wiek, ale o tych, KTÓRZY WIEDZĄ. Poza tym, jak wykazała praktyka, potrzebni są też organizatorzy, jako, że wiara w to, że samo coś się zrobi prowadzi jedynie do destrukcji.

.

O Proroku – Józefie Pyrzu, niektórzy mówią, że był pierwszym niekoronowanym Królem Hippisów w Polsce. Janina Jankowska – była szefowa Reportażu i Dokumentu w Polskim Radiu – zrobiła reportaż o ostatnim niekoronowanym Królu Polskich Hippisów.

Uważam, że hippisi powinni wreszcie zacząć wybierać swoich królów. Należy ignorować to, co na ten temat myśli drobnomieszczańska szarzyzna. Hippisi potrzebują powrotu do ceremonialności, do rytualizmu. Jeśli ruch ma przeżyć odnowę i ożywienie, trzeba zniszczyć w sobie wstyd, liczenie się z tym, co pomyślą i powiedzą inni. Wiem, że dla wielu może być to trudne, jako, że ruch w swym wypaczeniu daleko odszedł od pierwotnego piękna. Im więcej będzie w ruchu obrzędowości i rytuałów psychodelizmu, tym ruch hippisowski będzie silniejszy. Bo choć ludzie wstydzą się takich rzeczy, to jednak tego potrzebują, bo człowiek potrzebuje rzeczy niezwykłych, majestatu i piękna.

.

Hippis nie może się bać, że się ośmieszy. Wstyd jest samoobroną. Świadczy o tym, że nie mamy poczucia bezpieczeństwa, że możemy być przez kogoś wyśmiani i wyszydzeni. Jeśli doszło już do tego, że wstydzimy się być sobą wśród hippisów, tzn., że hippisi się już skończyli i nie ma się co oszukiwać. Wybór króla hippisów i jego koronacja spowodowałaby duży rozgłos w mediach, przez co wielu młodych ludzi zainteresowałoby się naszym ruchem. W historii naszego ruchu były okresy zaniku, kiedy wydawało się, że ruch już wymiera. Tak było przed pojawieniem się filmu „HAIR”, a co się stało, kiedy ten film wszedł do kin? Przyszła taka fala nowych ludzi, jakiej nie było od początku. Ruch hippisowski od nowa zaczął żyć.

Tak będzie i teraz, kiedy tylko do mediów dotrze wiadomość, że hippisi wybierają króla. Rozgłos ten sprowadzi do ruchu mnóstwo prześlicznych dziewcząt, a jak przyjdą dziewczęta, to za nimi podążą chłopcy. Powinniśmy tworzyć tradycję. Kiedyś do naszej tradycji należały zloty w Częstochowie, Olsztynie oraz szpakowskie pielgrzymki. Ale to wszystko już się zużyło i wypaczyło. Potrzeba prawdziwej animacji, ożywienia. Należy wrócić do istoty hippizmu odrzucając bylejakość i szarzyznę.

.

Jestem za ożywieniem ruchu hippisowskiego. Jeśli są tacy, którzy podobnie pragną , to proponuję, abyśmy się spiknęli, a następnie spotkali w celu odbycia narady. Myślę, że jedną z pierwszych podjętych decyzji, powinien być wybór nowego miejsca naszych zlotów. Należy wybrać nowe miejsce na coroczne zloty z nową datą. W ustalaniu daty nie powinniśmy kierować się grafikiem imprez Młodzieży Różnych Dróg.

Gdyby to byli Hippisi Kościelni, to byłoby O’key!, bo hippisi to hippisi, kościelni, niekościelni, a komu to przeszkadza? Ważne, że hippisi !!! Choć prawdę mówiąc byłoby najlepiej, gdyby jednak , byli to hippisi chrześcijańscy. Wtedy byłoby super.

Ale to jest MRD – ( Związkiem „Młodzieży” Drobnomieszczańskiej ) - jak widać to na załączonym obrazku:

 

template212

 

Chciałoby się, aby na naszych zlotach nie było ludzi przypadkowych, którzy pojawiliby się tu z tak zwanego „braku laku”, tylko dlatego, że młodzież drobnomieszczańska, nie organizuje w tym czasie swoich imprez, na których za stołem prezydialnym zasiada ksiądz w garniturze, obok niego w schludnie uszytej sukience pani prelegentka i inni państwo, łącznie z panem burmistrzem.

.

Hippisi odrzucają bariery wiekowe, sięgają poza granice młodości. Istota hippie nie tkwi tylko w tym, co jest właściwe tylko młodości. Musimy zrozumieć, że ‘młodość ‘ to nie kwestia wieku, lecz stan rozwijania się, uczenia, oraz zmian i że należy dopomóc wszystkim ludziom w odzyskaniu młodości.

.

Kantyna uniwersytecka w pamiętnych latach w San Francisco zawsze była miejscem wesołym ze względu na młodość, radość, beztroskę i, rzecz jasna, co też bardzo ważne, potrawy na stole.

Jest to zupełnie odmienne miejsce niż restauracja, gdzie ludzie są sztywni i oficjalni, starannie grają swoje role, czy też stołówka samoobsługowa w jakiejś wielkiej organizacji, gdzie siedzą urzędnicy w koszulach z rękawami, wcielenie małostkowości i uległości, czy wreszcie proszona kolacja ludzi „z wyższych sfer”, na której każdy jest jakby nietykalny i oddzielony od innych

Kantyna uniwersytecka ma swoją melodię, gwar krzyżujących się rozmów zawodowych, poważnych, żartobliwych, czy też głęboko intelektualnych. W czasach hippisowskiego przebudzenia można było tam dostrzec coś więcej, a mianowicie – swobodne uśmiechy, nie wyrachowane szczere gesty, atmosferę w której przeważa uczucie

Jest to atmosfera wspólnego przełamywania się chlebem, atmosfera komunii.

Dawniej uśmiechy te były bardzo ostrożne, rozdawane po namyśle, kiedy miało się pewność, że zostaną dobrze przyjęte i odwzajemnione. Ludzie bali się narażać. Obecnie strach ten znacznie osłabł

Kiedy nastąpiło hippisowskie przebudzenie , wraz z nim pojawiła się wspaniała muzyka, niezwykłe stroje, ręcznie malowane pojazdy i zwykłą radość, że zapanowała harmonia ludzi z naturą

Pojawili się hippisi wyglądający jak Indianie, z przepaskami na głowach, o dumnych wyrazistych rysach. Inni byli ubrani w romantyczne kostiumy z epoki napoleońskiej bądź wiktoriańskiej. Inni jeszcze w koszule z muślinu z mnóstwem przeróżnych koralików. Tak więc hippisi przejmują to , co najlepsze z poprzednich stuleci, z epoki przedprzemysłowej.

Z epoki industrialnej można przejąć technikę i stały postęp w kierunku osiągnięcia wyższego poziomu życia.