Hippisowskie Forum
Derwisz
Odp.
piątek, 22 marca 2013 20:22
Wpisany przez Derwisz

Widzę, że dyskusja z Tobą jest bezowocna. Moje słowa najwyraźniej odebrałeś zbyt dosłownie. Jakie znowu "wynaturzenia intymnych przeżyć", gdzie te inwektywy czy obelżywe wyzwiska? Sory, ale chyba się nie zrozumiemy. Swoją drogą jestem nieco zaskoczony Twoim rozumieniem tego, co napisałem. Miałem Cię za osobę bardziej elastyczną w kwestii interpretacji tekstu:( 

Raz jeszcze dziękuję za możliwość wypowiedzenia się na tym forum i życzę samych pozytywnych postów. Derwisz.

 

 
Europa
Pokój numer 7
piątek, 22 marca 2013 01:49
Wpisany przez Europa

Przyznaję, że wątki mam pourywane, ale tak czasami łatwiej.

Zaraz po otrzymaniu skierowania do akademika na Jelonki, zacząłem rozgladać się po ludziach.

To była taka potrzeba zaczepienia się w nowym środowisku.

Domek akademikowy do którego trafiłem, okazał się być ponurym żartem. Ludzie tam, co wieczór ustawiali się do zbiórek czy apeli w związku z jakąś sytuacją. Był też gospodarz Adam, student III roku teologii starokatolickiej trochę pijak i rozrabiaka jak się miałem póżniej dowiedzieć, byli i zastępcy... Nie rozumiałem tego i podśmiewywałem się z tego, choć jednocześnie widziałem w tym wolę grupy do utrzymania jakiegoś porządku. Ale na początku nie wiedziałem po co i dlaczego to dzieje się. Zamieszkałem pod 7-demką, w pokoju 5 na 5 metra z widokiem na śmietnik i ścieżkę między budynkami. Były też trzy łóżka, dwa stoły i trzy krzesła i nas trzech a w zasadzie czworo.

Zamieszkałem z dwoma studentami teologii prawosławnej. Obydwaj pochodzili z okolic Hajnówki. Jeden z nich, Andrzej był typem uczonego i trochę przemądrzalskiego, drugi Olja posępny i ponury – sportowiec. Już o 4-rano, zrywał się z łóżka, ale tak, że było Go słychać i znikał na godzinę. Wracał mocno spocony i zaraz było otwieranie wszystkich okien, czy to w lato czy w zimę. No i była dziewczyna, Ania która prawie, co wieczór zalegała przy boku ponurego sportowca. Zachowywali się cicho i nawet miło, było słuchać ich czułe szepty ale skrępowanie miałem duże. Mlody byłem i bez doświadczenia. Oni zresztą za bardzo nie zwracali na mnie uwagi, po prostu mieli swój świat... A ja słuchałem często opowieści o batiuszce Aleksieju, wyższości kościoła autokafelicznego i chrześcijan obrządku wschodniego nad kościołem rzymskim i skrzypienia łóżka... CDN

 
Administrator
Gwoli wyjaśnienia
czwartek, 21 marca 2013 22:05
Wpisany przez Administrator
W poście pt.: Hey Przyjaciele, podziękowałem wszystkim, którzy się u mnie wpisywali, po czym wspomniałem, że Ciebie nie znam i, że byłoby fajnie, jakbyś mógł coś o sobie napisać. Chodziło mi o podstawowe informacje typu: skąd jesteś, od jak dawna w ruchu i ogólnie, czy jesteś zadowolony. To wszystko. Do głowy mi nie przyszło, żeby prosić o wynurzenia ze sfery intymnych przeżyć. Ludzie dzielą się na ekstrawertyków, czyli ludzi otwartych. Oraz na introwertyków - ludzi zamkniętych. Bywa tak, że cechy te, drażnią strony przeciwne i wówczas, zaczynają się wzajemnie obrzucać różnymi inwektywami; typu ekshibicjoniści, bądź mruki. Nie wiem dlaczego, ale tak już jest,że właśnie tym chłodnym introwertykom strasznie przeszkadza otwartość, ciepło i spontaniczność ekstrawertyków do tego stopnia, że aż przejawjają wobec nich agresję w postaci obelżywych wyzwisk. Przyznam, że taka postawa przypomina mi gitowców.
 
Derwisz
Treść
czwartek, 21 marca 2013 19:36
Wpisany przez Derwisz

Wygląda na to, że nie zostałem do końca zrozumiany. Zatem raz jeszcze, co wg mnie oznacza wyrażenie internetowy ekshibicjonista: internauta, który nie może się obejść bez konta na portalu społecznościowym, umieszczający tam wszystko, co tylko możliwe (zdjęcia, opisy tego co robi, z kim śpi itd).

Cyt.: "być dla siebie miłym". Miałem na myśli oczywiście relacje międzyludzkie, "dla siebie nawzajem".  Także pozdrawiam.

 
Administrator
Hey Derwisz, aleś mnie zaskoczył.
czwartek, 21 marca 2013 12:08
Wpisany przez Administrator

Nie wiedziałem, że to wszystko tak daleko zajdzie. No to ładnie. O ekshibicjonistach coś słyszałem. Kiedyś ktoś mi opowiadał o tych zboczeńcach. Ale, że wlezą do internetu, to tego się nie spodziewałem. Pewnie widziałeś ich na You Tube? Cóż takie czasy, jak sam zauważyłeś, że ludzie plują sobie do gardeł.

A tak swoją drogą, to byłbym Ci wdzięczny, gdybyś był łaskaw, wskazać, choćby jednego takiego internetowego zboczeńca, jak ich tam nazywasz - ekshibicjonistami.

Swoje przemyślenia skonstatowałeś taką oto myślą: "... prościej jest cieszyć się każdym dniem i być dla siebie miłym ". Święta prawda: Miłuj bliżniego swego, jak siebie samego.

Z tym, że dla siebie być miłym, to żadna wielka sztuka, chodzi o to, żeby także dla innych być miłym, i nie nazywać ich "internetowymi ekshibicjonistami".

Wiosennie pozdrawiam. Hey!

 
Administrator
Relacje na linii Szpaku – Zbuntowany
środa, 20 marca 2013 22:54
Wpisany przez Administrator

http://4.bp.blogspot.com/_PCOblI-wpGo/SByQUOpRZwI/AAAAAAAAAHg/q4bGm4fOE34/s320/hippie_christian.gif

 

Szuwarku, napisałeś: „To dziwne, bo wydaje mi się, że Ty i Szpaku powinniście mieć więcej wspólnego ze sobą, niż ja z każdym z was …”
I dobrze Ci się Szuwarku wydaje, bo mamy więcej wspólnego, stąd dużo problemów w naszym przypadku. Jeśli nie ma się z kimś wiele wspólnego, to wystarczy odrobinę kurtuazji i wszystko będzie o’key!  A ponieważ Szpaku jest księdzem KRK, a ja wg. prawa kanonicznego KRK, nadal należę do KRK, pomimo, że jestem KRK ekskomunikowany, no to już jakby konflikt jest gotowy. Sytuację pogarsza to, że ja w swoim poznaniu i sumieniu, uważam, że Kościół rzym-kat. w pewnym zakresie w swej doktrynie błądzi, ale z kolei nie na tyle, aby Pan Bóg nie mógł się do niego przyznawać. Natomiast pogląd KRK na moją sytuację jest taki, że dopóki nie utożsami moich przekonań w 100% z doktryną wiary KRK, to jestem za burtą.
Kocham Kościół rzym-kat. i mimo, że bolą mnie pewne (wg. mojego poznania ) herezje które głosi i praktykuje, to (wg. mojego poznania) nie są one dla Boga na tyle okropne, żeby miał nie przymknąć oka na ich wypaczenia.
Teraz Ty możesz mi zarzucić, że jeśli wiem, że Bóg, na te wypaczenia, czy nie wypaczenia, przymyka oko, to co mnie jeszcze powstrzymuje aby je przyjąć? Otóż różnica jest zasadnicza, że oni błądzą (oczywiście, wg. mojego sumienia i poznania), ale wg. ich sumienia i poznania wypełniają wolę Bożą.
Gdybym praktykował wszystko to, co oni, to bym gwałcił własne sumienie, mając świadomość, że w ten sposób grzeszę. Dla przywódców KRK sumienie „heretyka”, nie jest ważne, skoro dawniej usiłowali łamać je poprzez tortury, a obecnie poprzez inne formy dyskryminacji.
Ks. Jana Husa spalono na stosie, na Soborze w Konstancji w 1414 roku. Zaznaczmy, że spalono go na Soborze, który wg. doktryny wiary KRK obradował pod natchnieniem Ducha Świętego, którego owocem jest: miłość, dobroć, łagodność, uprzejmość … /Ga 5, 22/
Hierarchowie własnymi rękami Jana Husa nie chcieli zamordować, ponieważ mówili, że nam nie wolno nikogo zabijać, oddając go władzy świeckiej, aby ta go zamordowała. Identycznie uczynili z Jezusem Arcykapłani. Kiedy Piłat powiedział weście ukrzyżujcie go sami! Odpowiedzieli: „Nam nie wolno nikogo zabijać. /J 18, 31/. Czyż Jezus nie mówił do nich wcześniej:, „Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Dlaczego moje słowo nie ma do was przystępu? Bo wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą …” /J 8, 43 – 44/
W imię Jezusa zabijali nie tylko katolicy. W imię Jezusa zabijali także protestanci i prawosławni też. W imię Jezusa toczyły się wojny religijne i były bardzo krwawe. Ale co to miało wspólnego z nauką Jezusa o niekłamanej miłości nawet nieprzyjaciół. A czy można nie szanować, dyskryminować uczniów Jezusa, którzy otrzymali od Pana, większe, bądź mniejsze poznanie, ale chcą żyć zgodnie z sumieniem. Przecież nie tylko to jest ważne, jaka jest absolutna prawda, ale również ważne jest to, co ten ktoś za prawdę uważa, według której chce żyć i za którą gotów jest oddać życie. Każdy ma do tego prawo. I wszyscy mamy obowiązek to prawo uszanować.
Chodzi mi właśnie o ten wzajemny szacunek. To nie jest winą ludzi, jeśli w swej szczerości serca, chcą Bogu służyć w prawdzie, ale mimo to, nie otrzymują tej prawdy od Boga. Poznałem ludzi z wielu wyznań chrześcijańskich gorliwych, miłosiernych i świętych. Czy mamy ich przez to sądzić, potępiać, dyskryminować? Gdyby Bogu zależało, żeby było jedno wyznanie, to by podał ludziom jeden symbol wiary precyzyjnie zdefiniowany, tak by nie było niedomówień.
Swego czasu chodziliśmy z żoną na spotkania do katolickiej wspólnoty charyzmatycznej. I kiedyś było tam proroctwo do nas przez ich proroka: „To mówi Pan. Ta rodzina jest moja. Ja tę rodzinę powołałem do małżeństwa i oni we Mnie będą jedno. Dlatego podejdźcie do nich i nałóżcie ręce i nałóżcie ręce na matkę, na ojca, i na dziecko…” Następnie było słowo do każdego z nas z osobna.
Potem rozmawialiśmy z nimi i powiedzieli nam, że oni wcześniej uważali nas za heretyków, dopóki sam Duch Święty nie przemówił do nich przez ich własnego proroka.
Szuwarku przybliżyłem Ci trudności natury wyznaniowej, które kładą się cieniem na relacje, na linii Szpaku – Zbuntowany.
Księdza Andrzeja poznałem w 1977r na zlocie hippisów w Częstochowie u podnóża Jasnej Góry, pod Bramą Lubomirskich. Robił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ponieważ oo. paulini dali nam ultimatum do godz.15.00 odblokowania bramy, gdyż w przeciwnym wypadku wezwą milicję, wtedy Szpaku załatwił dla nas miejsce u św. Barbary i jeszcze nocleg u Bonifratrów w stodołach. Byłem wtedy jeszcze katolikiem. W 1979r, kiedy zorganizował pierwszą pielgrzymkę, po przybyciu na zlot, pojawiły się po raz pierwszy głośniki – tuby i mikrofon oczywiście w rękach Andrzeja, którego użyczał ludziom wedle swego uznania, a ponieważ ja wtedy należałem do jego faworytów, to nie rozumiałem Zenka Wskazówy, dlaczego się tak strasznie wkurzył na ten sprzęt, który wymachując ręką krzyczał, żeby zabrać to stąd. A ponieważ jego głos naturalny okazał się być słabszy od głośników, to przegrał. Nie miał szans. I ze swoimi przyjaciółmi oddalili się na peryferie zlotu.
W maju 1982r wziąłem ślub z moją żoną w Kościele Chrystusowym, przez co zostałem ekskomunikowany z Kościoła rzym-kat. Przez to Szpaku trochę jakby zaczął mnie dystansować. W 1985r urządziłem na zlocie w Częstochowie happening, który się Andrzejowi bardzo spodobał. Za to strasznie nie spodobał się Kundaliniemu, który zaczął mi to wszystko niszczyć. Wtedy zacząłem robić zdjęcia, jak on mi to niszczy. Na co on wezwał swoich karateków z Zielonym Strączkiem na czele i wydał im rozkaz zaatakowania mnie. Szli z podniesionymi rękami na wysokości głowy. Wtedy ja odskoczyłem za mój namiot, który sam zrobiłem z dżinsu. Namiot natychmiast połamali i nacierają na mnie. Wtedy głośno wypowiedziałem słowa: W Imieniu Jezusa Chrystusa, rozkazuję wam, odejdźcie ode mnie precz! Były to słowa egzorcyzmu skierowane do demonów. Wszyscy stanęli jak wryci. Po czym Kundalini natychmiast odszedł ode mnie. Wydał im komendę by stanęli w dwuszeregu. Po czym przeformował ich w kolumnę i wydał rozkaz opuszczenia zlotu. Widząc to hippisi zaczęli bardzo żałować, że Kundalini ich opuszcza. Na co Kundalini mówi, że to przez Zbuntowanego bo go obraził. Wtedy wszyscy zaczęli mnie prosić, żebym się z Kundalinim pojednał. Na co Kundalini stanął ostentacyjnie w swoim czerwonym ornacie i wyciąga rękę do mnie w geście pojednania. I trzyma tę rękę w powietrzu, a wszyscy mnie błagają, żebym podał mu rękę, bo odejdzie. I zaczęli mnie zawstydzać. I wtedy uległem, i podałem mu rękę. W tym momencie, stało się coś strasznego, jakbym otworzył puszkę Pandory. Nagle zaczęli biegać jak demony. Stali się strasznie groźni, agresywni. Wtedy szybko jak mogłem zacząłem się pakować i uciekać. Po zlocie parę osób powiedziało mi, że dobrze, że uciekłem. Opowiedzieli mi, co się działo, ale tego tu nie napiszę. Za to mogę napisać  to co mówił mi Szpak, bo on to może potwierdzić. Jak podczas Mszy odczuł pragnienie i prosił o wodę. Wtedy Kundalini podał mu wodę, po wypiciu tej wody, Szpaku zaczął się zachowywać, jak kundalini i nie mógł nad tym panować. Zaczął krzyczeć z agresją.
Oto film, w jaki sposób zachowują się ludzie pod wpływem demona kundaliniego. CDN

 

http://www.youtube.com/watch?v=dqRleTujZew

 
kaja
skoro o historii mowa
wtorek, 19 marca 2013 18:41
Wpisany przez kaja

to polecam link http://www.jezuicka13.pl/?tag=hipisi 

 
Europa
Rok 1996.
wtorek, 19 marca 2013 15:34
Wpisany przez Europa

Zima za oknem... w Warszawie

Po skończeniu szkoły średniej, zdawałem na historię i nie dostałem się, choć bardzo chciałem Zdawałem egzaminy na KUL-u, tam unosił się duch przeszłości, który zawsze mnie fascynował. Jak szukanie w starych opuszczonych domostwach, tajemnicy życia i śmierci i przemijania.

W sumie, nie miałem pomysłu na nic innego… i tak minęło kilka miesięcy. A ja dalej nie byłem studentem. Sierpień 1996. Oglądając strony Telegazety zobaczyłem ogłoszenie o dodatkowym naborze do Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Teologia Staro-Katolicka…

No właśnie, pomyślałem sobie, dlaczego nie. Dlaczego nie spróbować Teologii w Warszawie.

Dostałem się i zaraz przyszło doświadczenie rozmowy w sekretariacie uczelnianym.

Pani z sekretariatu, czarnulka, dajmy na to: Wie pan, co to za uczelnia?

Ja: Tak, chrześcijańska.

Druga pani, tęgawa: Bo wie pan, ja jestem mariawitką a ta pani to z kościoła

zielono – świątkowego… Mam nadzieję, że pan orientuje się gdzie pan się znalazł?

...

Tak, do końca to nie miałem pojęcia. Mariawici, Starokatolicy, Zielonoświątkowi…

Boże, nie wiedziałem!!! Później już o tym, nie myślałem.

Dostałem skierowanie do akademika na osiedle Przyjaźń na Jelonkach i to było coś.

Cdn

 
Derwisz
Hippisi
poniedziałek, 18 marca 2013 22:05
Wpisany przez Derwisz

Hm, nie należę do tych, którzy są internetowymi ekshibicjonistami, wręcz przeciwnie, raczej jestem bardziej obserwatorem tego co się dzieje na hipisowskich forach, niż ich czynnym uczestnikiem. W ogóle cenię sobie spotkania w realu (nie mylić z hipermarketem) i z ubolewaniem zauważam, że to, czego byłem świadkiem przeszło piętnaście lat temu, gdy pierwszy raz zetknąłem się ze środowiskiem hipisów - od jakiegoś czasu upada. Cóż, widać, takie czasy. Ludzie plują sobie do gardeł, kłócą się o to, kto ma rację. O rzeczy, które tak naprawdę nie są tego warte. Czyż nie jest prościej cieszyć się każdym dniem i być dla siebie miłym?  Takie oto moje krótkie przemyślenia.

 
szuwarek
Janie,
poniedziałek, 18 marca 2013 05:04
Wpisany przez szuwarek

też już to piszę bardzo późno i trochę też przysypiam, więc nie wymagam od siebie za dużo, ale zainteresowało mnie to co napisałeś. Zawsze Szpaku wydawał mi się bardzo otwartym człowiekiem, więc dziwi mnie Twoje odczucie. Nie było mnie pewnie w Polsce kiedy był pokaz filmu o Tobie, więc nie wiem o co może chodzić i raczej trudno mi się o tym wypowiadać, ale pomimo tego że często go krytykuję, to jednak mam jakieś takie zaufanie do niego, powiem nawet więcej, gdyby Szpaku nie miał dla mnie żadnego znaczenie, to pewnie wcale bym się nie odzywał, a jak widzisz ma. Każdy kij ma dwa końce i zazwyczaj problem nie leży tylko u kogoś, ale pomiędzy, obie strony mają wpływ na to co się dzieje. Poza tym że mamy jakieś poglądy, to wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, dlaczego więc czasem jest nam się tak trudno porozumieć? Czasem warto popatrzeć na rzeczy nie z pozycji tego co dzieli, a co łączy. Wierzę że tego jest tak naprawdę zawsze więcej. A to co łączy co nas spaja i sprawia że jesteśmy silniejsi, że stajemy się jednością nie przez strach czy zniewolenie ale przez naszą naturalną skłonność do zbierania się, organizowania zlotów, naturalnej potrzeby bycia razem.

 

Nie wiem czy kiedyś Cię spotkałem w życiu, pewnie nie, ale zawsze w „Internecie” byłeś dla mnie uprzejmy, pomimo zdecydowanych dzielących nas różnic. To dziwne, bo wydaje mi się że Ty i Szpaku powinniście mieć więcej wspólnego ze sobą niż ja z każdym z was, więc dlaczego taka między wami różnica? Czy to nie ja powinienem być tym najbardziej atakowanym?

 

Ale, nikogo nie namawiam do atakowania mnie. :) Tym bardziej że jednoczenie przeciwko, wydaje mi się pewną oznaką niewolnictwa (umysłowego). Dla mnie wielkim jest kiedy ludzie potrafią się jednoczyć dla czegoś niż przeciwko czemuś. Tak jak już napisałem, wydaje mi się że więcej jest tych spraw które łączą niż tych które dzielą, ale którym z nich w końcu damy dojść do głosu tylko od nas zależy. Nie mówię tu o tym żeby się z wszystkim zgadzać, bo i ja tego nie robię, ale żeby wybrać co jest ważniejsze i dlaczego.

 
«pierwszapoprzednia471472473474475następnaostatnia»